Nasz drugi dzień rozpoczął się w bardzo gorącej Tajlandii. Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska - fala gorąca!
Tylko częściowo mieliśmy zorganizowany nocleg w Tajlandii. Właściwie tylko tyle ile trzeba było i dla naszego własnego poczucia bezpieczeństwa. tj. Bangkok, abyśmy od razu po przylocie na miejsce wiedzieli gdzie się udać. Z lotniska wychodziliśmy około godziny 10:00-11:00 rano czasu tajskiego, więc akurat byliśmy bardzo zadowoleni, że nie musieliśmy szukać jeszcze miejsc noclegowych w takim upale. Jednocześnie gdybyśmy nie mieli zarezerwowanego miejsca moglibyśmy mieć problem przy odprawie na lotnisku, dlatego że aby przejść odprawę musieliśmy podać miejsce gdzie się zatrzymujemy.
Do wynajętego mieszkania dojechaliśmy kolejami naziemnymi z przesiadkami: z lotniska do centrum SIAM i z centrum do naszej dzielnicy BEARING. Ze stacji musieliśmy przejść jeszcze około kilometr. Udało się i mimo iż dzielnica nie była zbyt interesująca. Po drodze uchwyciliśmy drzewo z pięknymi i pachnącymi kwiatami, to Plumeria Frangipani (narodowy kwiat Tajlandii?).
Dotarliśmy na miejsce nieco wcześniej, niestety nie mogliśmy wejść do mieszkania przed ustalonym czasem. W związku z czym w końcu tam dopadł nas JETLAG. Miejsce było bardzo wygodne z niewielką biblioteczką, gdzie znalazłam książkę...
Tutaj znajdziesz więcej a propos znalezionej książki i poczucia szczęścia.
Jednak niewiele z tej książki przeczytałam, dlatego że drzemka wygrywała z silną wolą i chęciami aby nie zasnąć. Jednak 6-cio godzinna różnica czasu w stosunku do polskiego, dała nam znać. Mieliśmy na przemian chwile śmiechu, szybkiej drzemki w chwili kiedy już się cieszyliśmy, że zdążyliśmy napisać smsa ... jednak to po prostu było niesamowicie ciekawe i zabawne. Jakbyśmy stanęli w roli obserwatora byłaby to niezwykle zabawna scena walki ze spaniem :))
Wyjątkowy słonik powitał nas w mieszkaniu!
Rezerwując wcześniej miejsce nie do końca byliśmy świadomi tego jaka to będzie dzielnica :) Widok za oknem....
nie martwił nas tak bardzo, dlatego że w ciągu dnia zamierzaliśmy zwiedzać Bangkok. Tutaj też muszę zaznaczyć, że pomimo tego widoku, mieliśmy bardzo wygodne niewielkie mieszkanie z klimatyzacją i basen z siłownią na 26 piętrze. Wieczorami jak wracaliśmy do mieszkania, było cudownie udać się jeszcze na basen. Prawie jak codzienna randka w Bangkoku w świetle gwiazd i widok na miasto po horyzont. A wokół piękne i pachnące kwiaty. Wyobrażacie sobie? Romantyczność w różnym wydaniu.
Oczywiście konieczny był prysznic po rozgoszczeniu się na mieszkaniu. Niestety ale z ulgą chwilowy odpoczynek przyjęliśmy dwu-godzinną drzemką. Po czym następnie wybraliśmy się na zwiedzanie naszej okolicy. Było już chyba około godziny 15 czasu tajskiego więc nie mieliśmy w planach intensywnego zwiedzania tego dnia. Mieliśmy zamiar coś zjeść i zrobić niezbędne zakupy. Jednak wygląd i zapachy okolicznych straganów, stoisk ze sprzedażą lokalnego jedzenia nas odstraszył. Po prostu baliśmy się, że już pierwszego dnia mogą nas dopaść niestrawności. To też poprzestaliśmy na soku z owoców z pobliskiego stoiska z owocami przygotowanymi na miejscu oraz jogurtami i zupkami "chińskimi" z 7eleven. W Bangkoku najczęściej korzystaliśmy właśnie z tego sklepu. Także na koniec dnia właśnie to było nasze wspaniałe danie na ciepło.
Poniżej widok ze spaceru na pobliską okolicę. Ruch uliczny prawie tam nie ustawał.
Zaskoczenia z tego dnia:
1. Bardzo duża ilość psów, poruszających się wolno. Nieskrępowanie wokół stoisk z jedzeniem. Nie wyglądało to w ogóle higienicznie.
2. Soki z owocami. Byliśmy przekonani, że każdy nasz sok to będą same owoce i ewentualnie lód dla schłodzenia napoju, co okazało się wybawieniem za każdym razem. Niestety, nie do końca było tak jak to sobie wyobrażaliśmy. Szerzej o tym w innym poście.
Chcesz wrócić do pierwszego dnia naszej podróży? Wejdź tutaj.








