Trzeci dzień podróży, to jednoczenie pierwszy dziań i nocka przespana w Bangkoku. Tak więc nasza pobudka nie była zbyt wczesna. To był poranek i dzień spokojnego wędrowania w naszej okolicy. Cudowne hasło i podsumowanie, na nieco już sfatygowanej witrynie. Buddyjskie przesłanie?
Bangkok i spokojne zwiedzanie miasta i różnych targowisk. Właściwie to szukaliśmy selfie sticka aby łatwiej nam było robić zdjęcia i nagrania. Jednak za bardzo przebieraliśmy i wszystko wydawało nam się zbyt niskiej jakości w stosunku do ceny.
Zaskakujące rzeczy, które zaobserwowaliśmy ale również doczytaliśmy jeśli chodzi o tajskie podejście:
- niesamowite jest to w jakich warunkach ludzie żyli i pracowali. Chociaż właściwie powinnam napisać, że pracowali tam gdzie żyli / mieszkali.
- tzw. prywatni właściciele, mogli wykonywać pracę taką jaką potrafi i rząd nie miał do tego żadnych zastrzeżeń.
- w związku z powyższym, można tam spotkać na każdym kroku:
- warsztaty naprawy skuterów (głównie)
- punkty gastronomiczne: mniejsze i większe
- małe stoiska, gdzie np. pieczone są ich typowe naleśniki z bananami, pieczone kurczaki, czy punkty z "naturalnymi" sokami z owoców.
- oczywiście stoiska z ciuchami i różnymi gadgetami,
- prywatni przedsiębiorcy / mieszkańcy żyją z tego co zarobią. Państwo od nich nie pobiera podatków ale i tym samym nie przysługuje im żadna emerytura. Tak więc to co zarobią i odłożą jest ich i z tego mogą się utrzymać na starość
- emerytura przysługuje tylko pracownikom rządowych instytucji.
- właściwie Tajowie najczęściej nie dbają o to jak mieszkają, ogólnie pisząc - ważne jest czym jeżdżą i jak się prezentują.
Jeśli chodzi o czwarty nasz dzień to na krótką chwilę z centrum przesiadkowego zawędrowaliśmy do "miasteczka chińskiego", gdzie mieliśmy nadzieję coś zjeść. Jednak nic z tego! Skończyło się na sokach owocowych :)
Codziennie w Bangkoku, pokonywaliśmy pieszo właściwie od 10 do około 20 km. Przygoda z TUK TUKIEM czekała nas nieco później. Mimo to nie zrezygnowaliśmy z pieszych wędrówek. Wyrzeźbiło to nasze figury :D
Właściwie to każdego dnia czerpaliśmy przyjemność z różnych drobnych rzeczy. Rozpoczynając od klimatyzacji w BTSach, która dawała cudowne wytchnienie we wszechogarniającej (dla nas) fali gorąca.
Zaskakujące sceny / obserwacje z tych dwóch dni:
- mimo ogromnych różnic temperatury w pomieszczeniach i na zewnątrz czyt. klimatyzacja, nie mieliśmy problemów z zatokami.
- na każdym kroku piliśmy soki z ogromną ilością kostek lodu i również nie mieliśmy problemów z gardłem,
- ludzie w Tajlandii, nie dbają o to jak mieszkają ani też o swoje otoczenie (nie mówimy tutaj o rezydencjach i punktach gościnnych). Śmieci wokół chatek dosłownie wszędzie.
Chcesz sprawdzić dzień 2 - wejdź tu.




